Menu

Jolanta W. Szymanek- moje książki

Blog autorski

" Spotkanie z wrogiem" - powieść o pamięci i przebaczeniu

jolantaszymanek

 SAM_0023

Książka Jolanty Szymanek pokazuje, że od historii nie warto uciekać. Lepiej stanąć z nią twarzą w twarz

"Nie zamierzałam jechać. Do Niemców! Zobaczyć tych, albo potomków tych, którzy mordowali i katowali moich rodaków! Nigdy!"

 

Poniższe słowa wypowiada główna bohaterka kolejnej powieści Jolanty Szymanek „Spotkanie z wrogiem”. Anna jest sześćdziesięcioletnią kobietą, której uporządkowane i dosyć monotonne życie zostaje w jednej chwili wywrócone do góry nogami. Za namową swojej przyjaciółki Doroty, decyduję się na wyjazd do Niemiec, gdzie podejmuje się opieki nad starszymi Niemcami. Spotkanie z jednym z nich staje się dla niej ciężką próbą odpowiedzi na pytanie, czy nienawiść do „Germanów” wpajana jej przez całe życie ma jakikolwiek sens.

Przy pierwszym kontakcie z książką, byłem dosyć sceptyczny. Miałem wrażenie, że czeka mnie raczej pozbawiona fajerwerków lektura, której bohaterką będzie zagubiona kobieta, mająca silną potrzebę zwierzyć się czytelnikowi ze swoich życiowych problemów. Jednak z każdą przeczytaną stroną „Spotkania z wrogiem” coraz bardziej przekonywałem się do przedstawionej historii.

Opowiadana historia jest czymś więcej niż tylko zapisem prawdopodobnych wydarzeń – wszak wielu Polaków zmuszonych sytuacją życiową decyduje się na pracę zagranicą. Szymanek w zręczny sposób uchwyciła złożoność stosunku Polaków do naszych sąsiadów zza Odry. Nie ukrywajmy, pomimo upływu 70 lat od zakończenia II wojny światowej, wciąż nie możemy zapomnieć wyrządzonych nam przez Niemców krzywd. Pomimo dialogu, od tylu lat trwającego pomiędzy naszymi narodami, w świadomości Polaków (i zapewne nie tylko ich) pokolenie Niemców z lat 1939-1945 jest uważane za zbrodniarzy oraz morderców.

"Niemiecki znała słabo, bała się też samych Niemców, których dotychczas uważała za wrogów. Ostatecznie jej matka była wywieziona na roboty do Niemiec, a brat ojca został rozstrzelany w czasie powstania w Warszawie. Nie wiedziała jeszcze, jak poradzi sobie z emocjami towarzyszącymi tym wydarzeniom w zetknięciu z potomkami tamtych oprawców."

Okazuje się zatem, że „Spotkanie z wrogiem” to książka głębsza, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z rzeczą, zmuszającą czytelnika do refleksji. Autorka zachęca nas do konfrontacji z naszymi dotychczasowymi poglądami czy stereotypami. Na kartach powieści przewija się kilku bohaterów, mających za sobą różne doświadczenia oraz podejście do relacji polsko-niemieckich. Dlatego też sądzę, że każdy z czytelników powieści, odnajdzie w którymś z nich samego siebie. Czy potrafię wybaczyć? Czy umiem wyjść poza utarte uprzedzenia? Czy mam prawo oceniać? Te pytania na pewno warto sobie zadawać, a odpowiedź wcale nie musi być jednoznaczna.

James Joyce powiedział kiedyś, że „historia jest nocną zmorą, z której staramy się przebudzić”. W przypadku głównej bohaterki książki tą zmorą jest konfrontacja z nieznaną przeszłością swoich rodziców. Czy wyszła ona z tej próby zwycięsko? Czy umiała zapomnieć o przeszłości? Pozostawiam czytelników z tymi pytaniami, zachęcając jednocześnie do lektury.

„Spotkanie z wrogiem” to wartościowa książka, która doskonale pokazuję jak ważna w polskiej świadomości jest historia. Choć momentami niezwykle tragiczna i okrutna, wciąż jest warta poznawania. Wszak historia nigdy się nie kończy.

Autorka: Jolanta Szymanek
Tytuł: „Spotkanie z wrogiem”
Format: 148×210
Liczba stron: 166
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-936637-5-0
Język: polski
Wydawnictwo: Self publishing
Oprawa: Miękka
Cena: 25 zł
Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy?)

 http://histmag.org

 https://histmag.org/jolanta-szymanek-spotkanie-z-wrogiem-recenzja-13814

 

( fragment powieści) " Poprosił, żebym zdjęła wisiorek. Obejrzał go dokładnie

- Zaglądałaś do środka? – zapytał drżącym głosem

- Jakiego środka? – odparłam zdziwiona.

Okazało się, że to medalion. Frank nacisnął coś i nagle wieczko otworzyło się. We wnętrzu znajdował się mały kosmyk bardzo jasnych włosów, a pod nim data 1945 r.

Skąd wiedział, skąd znał ten medalion? Odpowiedź była tylko jedna. To on go podarował swojej ukochanej. Frank dał go swojej Hedwig.

Wiedziałam już, że trafiłam na człowieka z listów.

Opowiedziałam mu więc o znalezionej kopercie i listach. Dawno chciałam go zapytać o to, czy nie znał jakiejś Hedwig w czasie wojny, ale po tamtym przykładzie z moją poprzednią podopieczną, byłam już ostrożna.

Słuchał z zamkniętymi oczami, wreszcie wyszeptał:

  • Masz może jakieś zdjęcie matki?

  • Zobaczę. Chyba mam, zaraz przyniosę – odrzekłam i poszłam do swojego pokoju.

Zaczęłam tam przeglądać kopertę ze zdjęciami i wybrałam takie, które uważałam za najładniejsze. Mama jako młoda dziewczyna stała oświetlona słońcem, a obok niej stał wózek z dzieckiem.

Gdy podałam zdjęcie Frankowi, ten nie mógł oderwać od niego oczu. Nagle zaczął głośno szlochać..."

( Fragment powieści "Spotkanie z wrogiem" Jolanty Szymanek). Książkę znajdziesz tu: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/312602/spotkanie-z-wrogiem

http://www.wyczerpane.pl/2602,spotkanie-z-wrogiem.html

 

Prześlij swoją recenzję. Kontakt: szymanek.w@onet.eu

 

      

 

 

"Byłam opiekunką w Niemczech" - autentyczne wspomnienia opiekunki

jolantaszymanek

 

   "Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Na łóżku leżał szkielet. Tak przynajmniej wyglądał. Był bardzo chudy i całkiem nieruchomy, tylko oczy miał żywe. Byłam przerażona, nie wiedziałam, jak się opiekuje taką osobą. Widocznie nie umiałam tego ukryć, bo córka zauważyła moją reakcję i spokojnie, po niemiecku wytłumaczyła z pomocą agentki, że moim zadaniem jest czuwanie, aby chory regularnie otrzymywał leki i płyny. Pielęgnacja i higiena nie należały do moich obowiązków, gdyż 3 razy dziennie przyjeżdżały pielęgniarki z Pflegedienst i zmieniały podkłady, pieluchy, pościel i kroplówki.

Muszę się przyznać, że jestem osobą bardzo wrażliwą i brzydzę się pieluch, spoconych ciał, brudu, smrodu, odchodów itd. Toteż bałam się podwójnie, jak sobie poradzę. Przed wyjazdem kupiłam paczkę maseczek lekarskich na twarz i rękawiczek jednorazowych, ale i tak obawiałam się, że nie wytrzymam i przy pierwszej pracy zacznę zwracać z obrzydzenia. Toteż teraz odetchnęłam z ulgą, że nie muszę nic z tych rzeczy robić.

 

   Minęło kilka dni. Staram się wypełniać bardzo dobrze swoje obowiązki. Pierwsze dni są trudne, bo muszę o wszystko pytać. Dobrze, że wzięłam słowniki, dzięki nim jakoś porozumiewam się z nimi. Rodzina jest przemiła. Przyszli zapytać, co mają kupić na obiad, więc zrobiłam im listę. Podłączyli mi internet, przynieśli książki do nauki niemieckiego i zeszyty. Milena ciągle pyta, jak coś się nazywa po polsku i potem powtarza wyraz, chcąc go zapamiętać.

 

Podopieczny ma 73 lata a wygląda na sto. Staram się być koło niego jak najczęściej, ale nie mam z nim prawie żadnego kontaktu. Nie ma siły mówić i tylko córka Milena rozumie jego niewyraźny bełkot.

Pierwszy raz karmię go z jej pomocą. Niestety, zjada zaledwie dwie małe łyżeczki. Milena twierdzi, że muszę po prostu próbować karmić go, gdyż nawet taka ilość jest dla niego ważna. Odnoszę wrażenie, że ona też jest bezradna i trochę zrezygnowana.

Najgorzej jest z lekarstwami. Chory nie chce przyjmować tabletek. Gdy Milena podaje mu je do ust, po prostu wypluwa. Robię, co podpowiada mi doświadczenie, postanawiam więc rozgnieść je na proszek i podawać z łyżeczką płynu. Przez kilka dni mi się to nawet udaje, ale potem mój podopieczny zaczyna wypluwać również płyny. Zawiadamiam o tym rodzinę.

Oni też są bezsilni. Według mnie wygląda to tak, że on postanowił dłużej już nie męczyć ich i siebie. Co my w końcu wiemy o jego cierpieniach, jeżeli nawet nie mówi? Nie wyobrażam sobie, jak ten człowiek musi cierpieć, na plecach i pośladkach ma rany. Milena płacze na ten widok.

   To smutne, ale nie mogę sobie pozwolić na żadne współczucie czy litość, a tym bardziej sympatię. Uprzedziła mnie o tym agentka. Po prostu opiekunka, która przywiąże się do podopiecznego, szybko się załamuje, gdyż nie wytrzymuje napięcia psychicznego. Wiadomo, że każdy podopieczny może nagle umrzeć i nie można za każdym razem tego przeżywać.

Jestem tu już 2 tygodnie. Wstaję o 6 rano a idę spać o 22. Gdyby chory w nocy wymagał pomocy, to ma przy sobie dzwonek elektryczny, który zadzwoni w moim pokoju, gdy on naciśnie odpowiedni guzik. Podejrzewam jednak, że on nawet nie ma siły nacisnąć tego dzwonka. Ale potrafi krzyczeć, jakimś nieartykułowanym krzykiem, wtedy ja reaguję natychmiast i schodzę do jego pokoju. Nie wiem, jak długo to wytrzymam, bo mało śpię. Rodzina jest zaskoczona moim poważnym podejściem do obowiązków i ciągle mi dziękują za wszystko, co robię."

( fragment wspomnień Janiny Lendy "Byłam opiekunką w Niemczech").

Książkę kupisz tu: 

http://wyczerpane.pl/2539,by-am-opiekunk-w-niemczech.html

 

http://www.empik.com/bylam-opiekunka-w-niemczech-lenda-janina,p1079346147

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195418/bylam-opiekunka-w-niemczech

    CZEKAMY NA TWOJĄ RECENZJĘ

kontakt: szymanek.w@onet.eu

SAM_0462

 

 

 

 

"W pułapce zbrodni" - historia kryminalna

jolantaszymanek

"Marta szła spokojnym, równym krokiem. Ulica była wąska, a gęsto ustawione latarnie oświetlały ją na tyle, że widać było z daleka idących tędy przechodniów. Tylko że teraz przechodzących osób nie było. Wieczorem, późną jesienią, niewielu przechodniów kręciło się po mieście, zwłaszcza, że siąpił mdły deszcz i ogólnie było zimno.                                             Ona także nie opuściłaby ciepłego pokoju, gdyby nie konieczność, która kazała jej odwiedzić niedaleko mieszkającą koleżankę z pracy. Biedaczka leżała złożona grypą i Marta musiała wpaść do niej po tekst artykułu, który jutro musiał bezwzględnie trafić na biurko naczelnego. Pisały go wspólnie, więc chciała jeszcze dzisiaj nanieść ostatnie poprawki.                             Teraz więc szła szybko, by jak najprędzej znaleźć się w swoim ciepłym gniazdku z filiżanką gorącej herbaty w ręce.                                                                                                           Właśnie przechodziła obok muru cmentarnego, czerniejącego po drugiej stronie ulicy. Nie lubiła tej drogi, ale tędy było najbliżej, zaledwie dwie przecznice, więc wybrała ją bez namysłu. Sądziła, że o tej porze jak zawsze będzie tu wielu przechodniów odwiedzających groby bliskich. Niestety, pomyliła się i teraz sama była na siebie zła:

- Boże, jaka ja jestem głupia. Boję się wszystkiego, ale wybieram taką drogę!- myślała poirytowana.

Szła jeszcze chwilę, gdy usłyszała za sobą kroki. W tej pustej ulicy słychać je było wyraźnie, toteż Marta poczuła nagle strach. Nigdy nie lubiła, gdy ktoś za nią szedł, zawsze wywoływało to w niej nieuzasadniony niepokój. Teraz najchętniej przeszłaby na drugą stronę, ale musiałaby iść tuż obok muru cmentarnego.

 Obejrzała się mimo woli, chociaż bardzo chciała zapanować nad tym odruchem. W odległości jakichś 60 metrów zamajaczyła jej sylwetka w dresie i nasuniętym na głowę kapturze.               Nie wiedziała co robi, nie panowała już nad swoim strachem i nagle ruszyła biegiem przed siebie. Biegła nie oglądając się, byle dotrzeć do rogu ulicy. Tam na pewno będą jacyś ludzie. Z przerażeniem uświadomiła sobie, że osoba za nią też biegnie, wyraźnie słychać było chlapanie rozpryskiwanej ciężkimi buciorami wody.

Marta była dobrym biegaczem, codziennie starała się trenować w parku biegi przynajmniej godzinę. Brała nawet udział w masowych biegach miejskich, gdzie zdobywała miejsca w pierwszej dziesiątce. Teraz dodatkowo jej szybkość potęgował strach. Biegła zaciskając zęby, byle do rogu. Już, nareszcie róg ulicy, natychmiast uderzyła ją w oczy jasność witryn sklepowych. Kilka osób kręciło się po ulicy, kilka stało na przystanku, więc poczuła się pewniej, ale nie zwolniła biegu. Wpadła do dużego sklepu spożywczego jak burza.

Zaskoczona sprzedawczyni spojrzała na nią z przestrachem.

- Przepraszam, ale ktoś mnie gonił.- Marta wychrypiała z trudem, ciężko łapiąc powietrze.

- Może zadzwonić na policję?- Ekspedientka była zaniepokojona.

Marta spojrzała przez szybę. Na chodniku po drugiej stronie ulicy zamajaczyła szczupła sylwetka w dresie. Kaptur skrywał twarz.

- Tam stoi, proszę spojrzeć. Jakby na mnie czekał.

-  Dzwonię, niech go sprawdzą. Może to jakiś poszukiwany przestępca?

Gdy kobieta rozmawiała przez telefon, Marta dopiero teraz spojrzała na siebie. Płaszcz miała cały mokry i zabłocony, czapkę gdzieś zgubiła, rękawiczek też nie mogła znaleźć. Rozejrzała się i podeszła do zawieszonego przy wejściu lustra. Włosy wisiały w mokrych strąkach a po policzkach spływały jeszcze ostatnie krople wody.                                                               Sprzedawczyni, oznajmiwszy, że policja zaraz będzie, podała Marcie kubek gorącej kawy.

- To panią uspokoi i rozgrzeje- powiedziała z uśmiechem.

- Dziękuję za pomoc. Cała jeszcze się trzęsę.- Chwyciła kubek z wdzięcznością.

Po kilku gorących łykach zaczęła się uspokajać, chociaż strach jej nie opuścił. „ Dlaczego on tam stoi? Czy czeka na mnie? Ale dlaczego właśnie na mnie?” Takie pytania same zjawiały się w jej mózgu. Nie znała odpowiedzi i to ją jeszcze bardziej denerwowało.

W sklepie kręciło się kilka osób, gdy wszedł mężczyzna w płaszczu przeciwdeszczowym i kaloszach. Podszedł do sprzedawczyni, która po wymianie kilku słów wskazała głową Martę, siedzącą na stołku w kącie z kubkiem kawy."

( fragment powieści "W pułapce zbrodni" Jolanty Szymanek.) Książkę znajdziesz tu:

 

http://www.empik.com/w-pulapce-zbrodni-szymanek-jolanta,p1118486283,ksiazka-p

http://www.naukowa.pl/Ksiazki/w-pulapce-zbrodni-1120077

http://www.dobre-ksiazki.com.pl/szukaj/jolanta+szymanek.html?

  Dla pierwszych 10 osób wysyłamy pocztą gratis. CZEKAMY NA TWOJĄ RECENZJĘ

 

Kontakt: szymanek.w@onet.eu SAM_0471

 

 

"Szczęście Joanny" - historia kobiety, która trafia na niewłaściwych mężczyzn

jolantaszymanek

 

"Tramwaj jechał prosto w stronę dworca kolejowego. Tam kupiła bilet do Monachium, bo pociąg ten najprędzej odjeżdżał. Po chwili jechała już w stronę Niemiec. Nikt nie zwracał uwagi na zaniedbaną Turczynkę, a ona nie przyglądała się ludziom.

Gdy wysiadała w Niemczech, nie była wcale spokojna. Zadzwoniła z budki telefonicznej do Polski. Kamila na szczęście była już w domu.

- Kamila, spakuj się i wynieś do koleżanki lub chłopaka. Nie pytaj o nic, tylko rób, co mówię. Idź na policję i powiedz, żeby obserwowali mieszkanie. Prawdopodobnie zjawi się tam ktoś, kto jest zamieszany w handel narkotykami.

- Mamo, co ty mówisz? Kawały sobie robisz?- Kamila była zła.

- Błagam, jeżeli chcesz mnie zachować przy życiu, to zrób to. Bogdan jest w mafii, ja uciekłam. Obudź się i bądź dorosła, do diabła!- Joanna nie panowała już nad sobą.

- Dobrze, zrobię co każesz. Coś ci grozi?

- Tylko śmierć, nic więcej- i rzuciła słuchawkę.

Od tej rozmowy 3 razy zmieniała pociągi, pozbyła się przebrania, u fryzjera przefarbowała włosy na ognisty rudy i ścięła je po męsku. W tej chwili na ramieniu niosła torbę turystyczną, ubrana w dżinsy i sportową kurtkę. Wielkie, kolorowe klipsy w uszach odwracały uwagę od twarzy.

 Tak dojechała do Szczecina, a stamtąd autobusem do Kołobrzegu. Wynajęła na siedem dni pokój w małym pensjonacie nad morzem i dopiero wtedy odetchnęła.                                                                                               Siadła na łóżku i próbowała zastanowić się, co dalej. Nie mogła wracać do domu. Oni z pewnością jej szukają. Jest ich wrogiem numer jeden. Nie wiadomo, czy Basia zainteresowała niemiecką policję, a ta Interpol. Nie wiedziała, czy Kamila także pójdzie na posterunek i przede wszystkim, czy jej uwierzą. Bała się o nią, aby nie porwali jej zamiast matki.                                                                                                                   Boże, jak mogła być taka łatwowierna? Jak mogła uwierzyć człowiekowi, którego dobrze nie znała? Jak mogła nie zauważyć, że coś jest nie w porządku już za pierwszym pobytem? Miała żal sama do siebie, była wściekła, że okazała się ostatnią idiotką, a przede wszystkim bała się o córkę.                                            Co dalej? Czuła, że stanęła na skraju przepaści. Czy w nią wpadnie?"

( fragment powieści pt. "Szczęście Joanny" Jolanty Szymanek.) Powieść znajdziesz tu:

 

http://www.empik.com/szczescie-joanny-szymanek-jolanta,p1099818527,ksiazka-p

http://www.granice.pl/ksiazka,szczescie-joanny,1118169

http://www.dobre-ksiazki.com.pl/szczescie-joanny-p447066.html?utm_source=webepartners&utm_medium=cpc&utm_sour

 

    Czekam na Twoją recenzję.

Kontakt: szymanek.w@onet.eu 

SAM_04672

"Czy warto było?" - czy ksiądz może związać się z byłą prostytutką?

jolantaszymanek

 

 "Dopiero, gdy odjechali kilkadziesiąt metrów od domu, Magda od razu przeszła do swojej „niemoralnej propozycji”.

- Czy wie pan, że jestem dziewicą? - zaczęła bez ogródek.

Mężczyznę na moment zamurowało z wrażenia i zażenowania. Pierwszy raz słyszał taką informację i to z ust dziewczyny niewiele starszej od jego córki. Nie wiedział zupełnie, jak zareagować i co powiedzieć:

- To dobrze czy źle ? - zapytał głupio.

- Nie wiem. Nie lubię moich rówieśników a zwłaszcza kolegów ze szkoły. Są tępi i zbyt napaleni. Dlatego mam dla pana propozycję. Chcę z Panem stracić cnotę.

Stanisław oniemiał. Mało brakowało, a przejechałby jakąś kobietę na przejściu, gdyż ze zdenerwowania jej nie zauważył. Cieszył się, że jeszcze jest w stanie spokojnie trzymać kierownicę i zmieniać światła kierunkowskazów zgodnie z kierunkiem jazdy.

Po kilku minutach milczenia odzyskał wreszcie głos i zdobył się na odpowiedź dziewczynie, która spokojnie czekała na dalszy ciąg dialogu.

- Rozumiem, że sobie zażartowałaś ze mnie, prawda? Wy młodzi macie różne pomysły, może założyłaś się z kimś, że mnie uwiedziesz i potem będziecie mnie szantażować?

- Gdyby tak było, to nic bym nie mówiła, tylko pana uwiodła. Z nikim się nie założyłam i mówię całkowicie poważnie - odpowiedziała prawie obrażona - chcę po prostu pierwszy raz zrobić to z poważnym mężczyzną, który mi się podoba a nie z głupim chłopakiem."

( fragment powieści autorstwa Jolanty Szymanek pt. " Czy warto było?".

Książkę znajdziesz tu: 

http://wyczerpane.pl/2537,czy-warto-by-o-.html

 

http://www.taniaksiazka.pl/czy-warto-bylo-szymanek-jolanta-p-410995.html

 Dla pierwszych 10 osób wysyłamy egzemplarz gratis.  CZEKAM NA TWOJĄ RECENZJĘ

kontakt: szymanek.w@onet.eu

 

SAM_0465

 

© Jolanta W. Szymanek- moje książki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci