Menu

Jolanta W. Szymanek

Blog autorski

Na warsztacie

jolantaszymanek

Obecnie pracuję nad wspomnieniami o Gdyni  mojego dzieciństwa. Tytuł roboczy "Moja Gdynia". Piszę tu o mieście, jakie istnieje w moich wspomnieniach. Dotyczy to czasów PRL-u , gdyż wtedy dorastałam w tym mieście. Chodzi mi o zapamiętanie miasta, jakiego już nie ma. W muzeum gdyńskim niestety, nie znajdziemy wiadomości o tamtej Gdyni. Są tam ekspozycje o budowie miasta, czasach wojny, potem długo, długo nic i dopiero Grudzień 1970.

Według władz muzeum przez 25 lat nic się w tym mieście ciekawego nie działo. A przecież rosły nowe domy, budowano szkoły, rodziły się dzieci i miasto żyło. Niestety, wykreślono z życia mojego miasta a także z mojego 25 lat, w których skończyłam dwie szkoły, potem studia, wyszłam za mąż, urodziłam syna, rozpoczęłam pracę. 

 

 

 

" Spotkanie z wrogiem" - powieść o pamięci i przebaczeniu

jolantaszymanek

 SAM_0023

Książka Jolanty Szymanek pokazuje, że od historii nie warto uciekać. Lepiej stanąć z nią twarzą w twarz

"Nie zamierzałam jechać. Do Niemców! Zobaczyć tych, albo potomków tych, którzy mordowali i katowali moich rodaków! Nigdy!"

 

Poniższe słowa wypowiada główna bohaterka kolejnej powieści Jolanty Szymanek „Spotkanie z wrogiem”. Anna jest sześćdziesięcioletnią kobietą, której uporządkowane i dosyć monotonne życie zostaje w jednej chwili wywrócone do góry nogami. Za namową swojej przyjaciółki Doroty, decyduję się na wyjazd do Niemiec, gdzie podejmuje się opieki nad starszymi Niemcami. Spotkanie z jednym z nich staje się dla niej ciężką próbą odpowiedzi na pytanie, czy nienawiść do „Germanów” wpajana jej przez całe życie ma jakikolwiek sens.

Przy pierwszym kontakcie z książką, byłem dosyć sceptyczny. Miałem wrażenie, że czeka mnie raczej pozbawiona fajerwerków lektura, której bohaterką będzie zagubiona kobieta, mająca silną potrzebę zwierzyć się czytelnikowi ze swoich życiowych problemów. Jednak z każdą przeczytaną stroną „Spotkania z wrogiem” coraz bardziej przekonywałem się do przedstawionej historii.

Opowiadana historia jest czymś więcej niż tylko zapisem prawdopodobnych wydarzeń – wszak wielu Polaków zmuszonych sytuacją życiową decyduje się na pracę zagranicą. Szymanek w zręczny sposób uchwyciła złożoność stosunku Polaków do naszych sąsiadów zza Odry. Nie ukrywajmy, pomimo upływu 70 lat od zakończenia II wojny światowej, wciąż nie możemy zapomnieć wyrządzonych nam przez Niemców krzywd. Pomimo dialogu, od tylu lat trwającego pomiędzy naszymi narodami, w świadomości Polaków (i zapewne nie tylko ich) pokolenie Niemców z lat 1939-1945 jest uważane za zbrodniarzy oraz morderców.

"Niemiecki znała słabo, bała się też samych Niemców, których dotychczas uważała za wrogów. Ostatecznie jej matka była wywieziona na roboty do Niemiec, a brat ojca został rozstrzelany w czasie powstania w Warszawie. Nie wiedziała jeszcze, jak poradzi sobie z emocjami towarzyszącymi tym wydarzeniom w zetknięciu z potomkami tamtych oprawców."

Okazuje się zatem, że „Spotkanie z wrogiem” to książka głębsza, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z rzeczą, zmuszającą czytelnika do refleksji. Autorka zachęca nas do konfrontacji z naszymi dotychczasowymi poglądami czy stereotypami. Na kartach powieści przewija się kilku bohaterów, mających za sobą różne doświadczenia oraz podejście do relacji polsko-niemieckich. Dlatego też sądzę, że każdy z czytelników powieści, odnajdzie w którymś z nich samego siebie. Czy potrafię wybaczyć? Czy umiem wyjść poza utarte uprzedzenia? Czy mam prawo oceniać? Te pytania na pewno warto sobie zadawać, a odpowiedź wcale nie musi być jednoznaczna.

James Joyce powiedział kiedyś, że „historia jest nocną zmorą, z której staramy się przebudzić”. W przypadku głównej bohaterki książki tą zmorą jest konfrontacja z nieznaną przeszłością swoich rodziców. Czy wyszła ona z tej próby zwycięsko? Czy umiała zapomnieć o przeszłości? Pozostawiam czytelników z tymi pytaniami, zachęcając jednocześnie do lektury.

„Spotkanie z wrogiem” to wartościowa książka, która doskonale pokazuję jak ważna w polskiej świadomości jest historia. Choć momentami niezwykle tragiczna i okrutna, wciąż jest warta poznawania. Wszak historia nigdy się nie kończy.

Autorka: Jolanta Szymanek
Tytuł: „Spotkanie z wrogiem”
Format: 148×210
Liczba stron: 166
Rok wydania: 2016
ISBN: 978-83-936637-5-0
Język: polski
Wydawnictwo: Self publishing
Oprawa: Miękka
Cena: 25 zł
Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy?)

 http://histmag.org

 https://histmag.org/jolanta-szymanek-spotkanie-z-wrogiem-recenzja-13814

 

( fragment powieści) " Poprosił, żebym zdjęła wisiorek. Obejrzał go dokładnie

- Zaglądałaś do środka? – zapytał drżącym głosem

- Jakiego środka? – odparłam zdziwiona.

Okazało się, że to medalion. Frank nacisnął coś i nagle wieczko otworzyło się. We wnętrzu znajdował się mały kosmyk bardzo jasnych włosów, a pod nim data 1945 r.

Skąd wiedział, skąd znał ten medalion? Odpowiedź była tylko jedna. To on go podarował swojej ukochanej. Frank dał go swojej Hedwig.

Wiedziałam już, że trafiłam na człowieka z listów.

Opowiedziałam mu więc o znalezionej kopercie i listach. Dawno chciałam go zapytać o to, czy nie znał jakiejś Hedwig w czasie wojny, ale po tamtym przykładzie z moją poprzednią podopieczną, byłam już ostrożna.

Słuchał z zamkniętymi oczami, wreszcie wyszeptał:

  • Masz może jakieś zdjęcie matki?

  • Zobaczę. Chyba mam, zaraz przyniosę – odrzekłam i poszłam do swojego pokoju.

Zaczęłam tam przeglądać kopertę ze zdjęciami i wybrałam takie, które uważałam za najładniejsze. Mama jako młoda dziewczyna stała oświetlona słońcem, a obok niej stał wózek z dzieckiem.

Gdy podałam zdjęcie Frankowi, ten nie mógł oderwać od niego oczu. Nagle zaczął głośno szlochać..."

( Fragment powieści "Spotkanie z wrogiem" Jolanty Szymanek). Książkę znajdziesz tu: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/312602/spotkanie-z-wrogiem

http://www.wyczerpane.pl/2602,spotkanie-z-wrogiem.html

 

Prześlij swoją recenzję. Kontakt: szymanek.w@onet.eu

 

      

 

 

"Byłam opiekunką w Niemczech" - autentyczne wspomnienia opiekunki

jolantaszymanek

 

   "Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Na łóżku leżał szkielet. Tak przynajmniej wyglądał. Był bardzo chudy i całkiem nieruchomy, tylko oczy miał żywe. Byłam przerażona, nie wiedziałam, jak się opiekuje taką osobą. Widocznie nie umiałam tego ukryć, bo córka zauważyła moją reakcję i spokojnie, po niemiecku wytłumaczyła z pomocą agentki, że moim zadaniem jest czuwanie, aby chory regularnie otrzymywał leki i płyny. Pielęgnacja i higiena nie należały do moich obowiązków, gdyż 3 razy dziennie przyjeżdżały pielęgniarki z Pflegedienst i zmieniały podkłady, pieluchy, pościel i kroplówki.

Muszę się przyznać, że jestem osobą bardzo wrażliwą i brzydzę się pieluch, spoconych ciał, brudu, smrodu, odchodów itd. Toteż bałam się podwójnie, jak sobie poradzę. Przed wyjazdem kupiłam paczkę maseczek lekarskich na twarz i rękawiczek jednorazowych, ale i tak obawiałam się, że nie wytrzymam i przy pierwszej pracy zacznę zwracać z obrzydzenia. Toteż teraz odetchnęłam z ulgą, że nie muszę nic z tych rzeczy robić.

 

   Minęło kilka dni. Staram się wypełniać bardzo dobrze swoje obowiązki. Pierwsze dni są trudne, bo muszę o wszystko pytać. Dobrze, że wzięłam słowniki, dzięki nim jakoś porozumiewam się z nimi. Rodzina jest przemiła. Przyszli zapytać, co mają kupić na obiad, więc zrobiłam im listę. Podłączyli mi internet, przynieśli książki do nauki niemieckiego i zeszyty. Milena ciągle pyta, jak coś się nazywa po polsku i potem powtarza wyraz, chcąc go zapamiętać.

 

Podopieczny ma 73 lata a wygląda na sto. Staram się być koło niego jak najczęściej, ale nie mam z nim prawie żadnego kontaktu. Nie ma siły mówić i tylko córka Milena rozumie jego niewyraźny bełkot.

Pierwszy raz karmię go z jej pomocą. Niestety, zjada zaledwie dwie małe łyżeczki. Milena twierdzi, że muszę po prostu próbować karmić go, gdyż nawet taka ilość jest dla niego ważna. Odnoszę wrażenie, że ona też jest bezradna i trochę zrezygnowana.

Najgorzej jest z lekarstwami. Chory nie chce przyjmować tabletek. Gdy Milena podaje mu je do ust, po prostu wypluwa. Robię, co podpowiada mi doświadczenie, postanawiam więc rozgnieść je na proszek i podawać z łyżeczką płynu. Przez kilka dni mi się to nawet udaje, ale potem mój podopieczny zaczyna wypluwać również płyny. Zawiadamiam o tym rodzinę.

Oni też są bezsilni. Według mnie wygląda to tak, że on postanowił dłużej już nie męczyć ich i siebie. Co my w końcu wiemy o jego cierpieniach, jeżeli nawet nie mówi? Nie wyobrażam sobie, jak ten człowiek musi cierpieć, na plecach i pośladkach ma rany. Milena płacze na ten widok.

   To smutne, ale nie mogę sobie pozwolić na żadne współczucie czy litość, a tym bardziej sympatię. Uprzedziła mnie o tym agentka. Po prostu opiekunka, która przywiąże się do podopiecznego, szybko się załamuje, gdyż nie wytrzymuje napięcia psychicznego. Wiadomo, że każdy podopieczny może nagle umrzeć i nie można za każdym razem tego przeżywać.

Jestem tu już 2 tygodnie. Wstaję o 6 rano a idę spać o 22. Gdyby chory w nocy wymagał pomocy, to ma przy sobie dzwonek elektryczny, który zadzwoni w moim pokoju, gdy on naciśnie odpowiedni guzik. Podejrzewam jednak, że on nawet nie ma siły nacisnąć tego dzwonka. Ale potrafi krzyczeć, jakimś nieartykułowanym krzykiem, wtedy ja reaguję natychmiast i schodzę do jego pokoju. Nie wiem, jak długo to wytrzymam, bo mało śpię. Rodzina jest zaskoczona moim poważnym podejściem do obowiązków i ciągle mi dziękują za wszystko, co robię."

( fragment wspomnień Janiny Lendy "Byłam opiekunką w Niemczech").

Książkę kupisz tu: 

http://wyczerpane.pl/2539,by-am-opiekunk-w-niemczech.html

 

http://www.empik.com/bylam-opiekunka-w-niemczech-lenda-janina,p1079346147

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/195418/bylam-opiekunka-w-niemczech

    CZEKAMY NA TWOJĄ RECENZJĘ

kontakt: szymanek.w@onet.eu

SAM_0462

 

 

 

 

© Jolanta W. Szymanek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci